Doswiadczenia dotychace unieszkodliwiania zabronionych I nieprzydtnych do wykorzhystania pestycydow na terytorium Polski

Zdzisław Strycharz – Radca Wojewody Lubelskiego, ekspert do spraw gospodarowania pestycydami.

Planowa gospodarka socjalistyczna wprowadziła centralny rozdzielnik na wszystkich szczeblach działania. Według niego przyznawano np. w rolnictwie materiał siewny, nawozy, jak również środki ochrony roślin. Nie wszystkie otrzymane w ten sposób środki zostały w odpowiednim terminie zużytkowane, ulegały, więc przeterminowaniu a ich zapasy systematycznie rosły w magazynach.

Niewielkie ilości w skali kraju tych zapasów objęte były wymianą pomiędzy zainteresowanymi Gminnymi Spółdzielniami. Reszta zaczęła urastać do rozmiaru poważnego problemu. Jednocześnie wprowadzano coraz to skuteczniejsze nowe środki, a stare wycofywano. Z jednej strony służyły do poprawy plonów, z innej, przy niewłaściwym przechowywaniu, stanowiły zagrożenie dla życia i zdrowia ludzi.
W 1971 roku wydano Instrukcję Nr 1/71 „w sprawie zasad i sposobów likwidacji niepełnowartościowych chemicznych środków ochrony roślin wycofanych z obrotu handlowego". Zaczęto również wycofywać DDT, zaprawy rtęciowe i arsenowe do ziarna. Odgórny nakaz ustalił sposoby postępowania z przeterminowanymi środkami ochrony roślin, preparaty mniej toksyczne należało złożyć do dołu wyłożonego papą i zasypać. Trucizny do betonowych kręgów zwanych „mogilnikami", opakowania spalić, popiół też wrzucić do zbiornika albo zakopać na ugorze. Miejsce zakopania należało trwale oznaczyć betonowym słupkiem z trupią czaszką.

Dziś, czytając te materiały zastanawiamy się jak można było tak bezmyślnie postępować z tymi odpadami, stanowiącymi w dużej mierze trucizny. Budowniczowie mogilników, czyli byłe Gminne Spółdzielnie „Samopomoc Chłopska" upadły, pozostawiając w spadku nierozwiązany problem.

Przez prawie 30 lat w mogilnikach wszystko się wymieszało. Nawet chemicy nie potrafią dokładnie odgadnąć, co z tego powstało, a określenie składu tego konglomeratu jest bardzo trudne, pracochłonne i kosztowne - tym samym bezcelowe. Mogilniki z tych względów stały się wielkimi reaktorami chemicznymi, w których zachodzą niekontrolowane reakcje. Należy dodać, że w każdym z osobna inne, o różnych skalach. Najgorszy problem w tym, że na zewnątrz nie widać, co tam w głębi się dzieje. Na powierzchni rosną drzewa, krzewy i trawa. Jak groźne środki zgromadzone są w mogilnikach niech posłuży kilka przykładów podawanych przez Instytut Ochrony Roślin w Sośnicowicach.

ENOLOFOS, środek stonkobójczy jest trucizną zaliczoną do IIa klasy toksyczności. Jego substancja biologicznie czynna jest bardzo trwała. W stężonym kwasie, w którym ludzkie ciało rozkłada się bardzo szybko, połowa enolofosu rozpada się dopiero po 400 godzinach. Ten sam środek w wodach gruntowych, gdzie nie ma światła, tlenu i bakterii może w ogóle się nie rozłożyć i w tej postaci trafić do wód gruntowych tj. do wody pitnej.

MSZYCOL - bardzo popularny kiedyś środek zawierał lindan, pod wpływem wód deszczowych i roztopowych rozkłada się, wydzielając chlorowodór, który niszczy konstrukcje betonowe mogilników.

ARETIT - środek chwastobójczy - zawiera dinosep podejrzany o uszkadzanie płodu i powodowanie niepłodności u mężczyzn narażonych na wdychanie go. Został z tego powodu wycofany z produkcji a zapasy trafiły do mogilników.

RTĘĆ organiczna jest w starych zaprawach zbożowych. Świetnie rozpuszcza się w rozpuszczalnikach organicznych i w wodzie. W glebie rtęć organiczna rozkłada się pod działaniem bakterii, tworząc metylortęć, też łatwo rozpuszczalną w wodzie. Wodę natomiast piją ludzie. Przykład z tym związany to tragedia w rejonie Amazonki lub w Japonii, gdzie zmarło wiele osób po spożyciu ryb z tym związkiem pochodzenia rtęciowego.

Nic dziwnego, że zdeponowane w mogilnikach środki zniszczyły konstrukcje oraz ich zabezpieczenie ze smoły, którą smarowano je od wewnątrz i zewnątrz.

W roku 1980 wydano zakaz budowy mogilników, nie mając jednocześnie przygotowanego, bezpiecznego sposobu likwidacji przeterminowanych środków ochrony roślin i opakowań po nich. Środki składowano, więc w różnych magazynach, nie zawsze przystosowanych do tego celu.

Wg danych statystycznych na terenie Polski mogilników - zwanych też bombami ekologicznymi wg stanu na 31.12.1998 było ponad 400, tym ponad 100 rozszczelnionych. Łącznie ze środkami znajdującymi się w innych magazynach i u rolników powstał do rozwiązania problem o wadze 60 tyś. ton.

Niestety, czynione w kraju próby utylizacji tych odpadów nie przyniosły spodziewanych rezultatów. Budowa nowych, ekologicznie pewnych mogilników, obok starych nie była dobrą receptą na rozwiązanie tego poważnego problemu. Budowa zaś spalarni nie zyskała aprobaty społecznej, szczególnie organizacji ekologicznych.

W Europie, dzięki konwencji bazylejskiej „o kontroli transgranicznego przemieszczania i usuwania odpadów niebezpiecznych” problem ten został rozwiązany dzięki istniejącym spalarniom. Nasze przepisy nie zezwalały jednak na wywóz odpadów niebezpiecznych za granicę. Ratyfikacja tej konwencji i zmiana przepisów otworzyły nam drogę do Europy.
Równolegle z próbą dokonania rozwiązania problemu likwidacji przeterminowanych pestycydów prowadzono w kraju prace badawcze samych mogilników.

Między innymi badania prowadzone w cementowni w Rejowcu Fabrycznym wykazały, że np. metale ciężkie wkomponowują się w klinkier, natomiast związki chlorowcopochodne, rtęć i arsen emitują do atmosfery. A te właśnie związki zawierają w swoim składzie pestycydy. Stąd też bez dokładnej selekcji zawartości mogilników, ich utylizacja w piecach obrotowych cementowni jest niebezpieczna.
Pracownicy Państwowego Instytutu Geologicznego, Instytutu Ochrony Roślin Sośnicowice i Głównego Inspektoratu Ochrony Roślin zlustrowali mogilniki w poszczególnych województwach. W ramach tych badań, skontrolowano również mogilniki z naszego województwa, tj. w: Dratowie gm. Ludwiń, Biskupicach gm. Trawniki, Tomaszowie gm. Puławy, Górach Opolskich gm. Opole Lubelskie, Kaliłów gm. Biała Podlaska, Adamki gm. Radzyń Podlaski, Królewski Dwór gm. Parczew, Korolówka gm. Włodawa, Kol. Hruszów gm. Rejowiec, Krupe gm. Krasnystaw, Niedzieliska gm. Szczebrzeszyn oraz Hrebenne I i II gm. Lubycza Królewska.

Niestety potwierdziło się przypuszczenie, że z biegiem lat i w wyniku oddziaływania procesów wewnętrznych i zewnętrznych nastąpiło ich rozszczelnienie i kontakt odcieków z wodami podziemnymi. Zinwentaryzowano środki ochrony roślin pozostające w innych magazynach byłych Gminnych Spółdzielni „Samopomoc Chłopska.". Należało, zatem przystąpić do konkretnych działań, czyli do praktycznej likwidacji mogilników.

Podstawowym założeniem ogłoszonego przez Wojewodę Lubelskiego przetargu nieograniczonego była bezwzględna (100 %) likwidacja mogilników, tj. ich zawartości oraz samych- budowli i skażonego gruntu. Przetarg wygrało konsorcjum złożone z przedsiębiorstw specjalistycznych z Polski oraz Spalarnia w Rotterdamie – Holandia. Po raz pierwszy w historii polskiej ekologii zaistniała możliwość eksportu tak niebezpiecznych odpadów, Aby jednak realizacja miała praktyczny wymiar należało wypełnić szereg bardzo rygorystycznych i skomplikowanych warunków:
- po pierwsze - uzyskać zgodę od niemieckiego Ministerstwa Ochrony Środowiska na wjazd do Niemiec i na transport przez terytorium tego kraju;
- po drugie - uzyskać od Ministerstwa Ochrony Środowiska Holandii zgodę na wjazd do Holandii, transport przez terytorium tego kraju i zgodę na spalenie w spalarni w Rotterdamie;
- i wreszcie po trzecie - w oparciu o dwa powyższe dokumenty uzyskać zgodę Główny Inspektorat Ochrony Środowiska na wywóz tych odpadów z Polski.
Uzyskano wszelkie zgody przy dużej przychylności Ministerstwa Ochrony Środowiska Zasobów Naturalnych i Leśnictwa i Głównego Inspektoratu Ochrony Środowiska.

Równolegle do prowadzonych czynności formalnych prowadzono nie mniej ważne zabiegi dotyczące pozyskania środków finansowych. Bardzo duże zrozumienie znaleźliśmy zarówno w Narodowym Funduszu Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej jak też Wojewódzkim Funduszu Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej w Lublinie. To właśnie dzięki wsparciu finansowym z tych jednostek można było rozpocząć całą operacie. Był to okres 18 miesięcy tj. rok 1999 i półrocze 2000 roku. Wywieziono ponad 650 ton tych niebezpiecznych odpadów z pięciu mogilników. W drugim etapie do końca 20001 r. zlikwidowano kolejnych 10 mogilników i wywieziono do Rotterdamu kolejne partie odpadów w ilości 830 ton. Łącznie, więc zlikwidowano 15 mogilników, 55 magazynów i unieszkodliwiono w spalarni w Holandii blisko 1500 ton śmiercionośnego ładunku.

Prowadzone prace likwidacyjne pokazały skalę problemu i zagadnienia, które należało rozwiązać.
A więc:
- skład mogilników - to jednolita wymieszana masa mniej uwodniona w górnych partiach i znacznie uwodniona w dolnych jego partiach,
- struktura i forma odpadów uniemożliwia jakąkolwiek selekcję, a więc odpada możliwość spalania w cementowniach,
- znaczne uwodnienie zwiększa masę mogilników w stosunku do pierwotnych wyliczeń.
- znaczne natężenie zapachowe wydobywające się z mogilników nakazuje ostrożność przy pracach likwidacyjnych - praca w maskach i specjalistycznych kombinezonach w ograniczonym czasie nieprzekraczającym 1-1, 5 godz. i zachowaniu znacznych przerw również 1-1, 5 godz. dla ekip.

Myślę, że przykład likwidacji tych niebezpiecznych odpadów na terenie woj. lubelskiego
jest ważnym etapem w dziejach polskiej ekologii. Od tamtego czasu służymy informacjami dla zainteresowanych. Z naszych doświadczeń zaczęły korzystać inne województwa m.in. podkarpackie, wielkopolskie, zachodnio-pomorskie, mazowieckie czy warmińsko-mazurskie.
Jestem przekonany, że temat dot. likwidacji mogilników doczekał się dobrych czasów, czego dowodem, jest nasza dzisiejsza obecność.