Zatruta ziemia

W obwodzie Lwowskim w 245 magazynach przechowuje się blisko 800 ton nieprzydatnych pestycydów

Trująca spuścizna — zabronione i nieprzydatne do użycia pestycydy, które dotychczas poniewierają się w opuszczonych składach, w miejscach, gdzie bawią się nasze dzieci i rośnie nasz chleb. Zeby dowiedzieć się, kiedy, jak i czyim kosztem Obwód lwowski wreszcie zwolnią od trucizny, do projektu “Utylizacja toksycznych pestycydów na terytorium Lwowskiego obwodu w basenach transgranicznych rzek San i Zachodni Bug” na jeden dzień dołączyła się i „Ratusza”.

Zabronione i nieprzydatne pestycydy — wysokotoksyczne substancje, które zgubnie wpływają na ludzki organizm. Niektóre z ich są rakotwórczymi (sprawiają chorobę na raka), inne mają mutagenne działanie (mogą zaszkodzić nie tylko człowiekowi, który bezpośrednio kontaktuje z pestycydami, a i jego potomkom — dzieciom, wnukom, prawnukom). Jednak ludzie zanadto bezpiecznie odnoszą się do tej trucizny, być może, dlatego, że skutki jej fatalnego wpływu czasami zauważalne są nie od razu.

“Teraz, odpowiednio do Programu Dobrosąsiedstwa Polska — Białoruś — Ukraina, który przewiduje załadowanie i unieszkodliwienie nieprzydatnych pestycydów w Obwodzie lwowskim w basenach transgranicznych rzek San i Zachodni Bug przewidziano załadować i utylizować blisko 100 ton nieprzydatnych i zabronionych pestycydów. Tę truciznę otrzymaliśmy w dziedzictwo od radzieckiej epoki. Utylizacja i załadowanie będzie odbywać się na środki Komisji Europejskiej, częściowo będzie dofinansowanie z obwodowego budżetu.

Wiadomo, pieniędzy na utylizację wszystkich pestycydów, które przechowują się na terytorium obwodu, na razie zabrakło, dlatego będziemy pracować z tymi, które są w najbardziej złych warunkach i rozmieszczone najbliższej do transgranicznych rzek San i Zachodni Bug, czy ich dopływów”, — opowiada wykonawczy dyrektor Międzynarodowej dobroczynnej organizacji “Ekologia-prawo-człowiek” SergiJ Łozan, który wspólnie z przedstawicielami Państwowego zarządu ochrony środowiska naturalnego w obwodzie Lwowskim i Państwowej ekologicznej inspekcji pracuje nad programem utylizacji nieprzydatnych i zakazanych pestycydów, znajdujących się w basenach transgranicznych rzek San i Zachodni Bug. Według jego słów, Europejczycy finansują zwolnienie Ukrainy od pestycydów w naszym regionie, przecież trucizna jest poważnym zagrożeniem nie tylko dla Ukrainy, a i dla krajów Unii Europejskiej, najpierw Polski przez możliwość trafiania niebezpiecznych pestycydów w gruntowne i podziemne wody. Szczególnymi ryzykami jest ryzyko zatrucia transgranicznych rzek San i Zachodni Bug.

W ogóle program przewiduje kilku etapów. “Priorytetową w ramach projektu jest identyfikacja składów nieprzydatnych trujących środków chemicznych, a z czasem — ich unieszkodliwianie, — opowiada koordynator projektu, państwowy inspektor z ochrony środowiska naturalnego Ałła Wojcichowska. —Wyjeżdżamy na miejsca, gdzie ich tymczasowo przechowują, spotykamy się z kierownikami gospodarstw, na czyim bilansie są trujące środki chemiczne, oglądamy, w jakim one są stanie, notujemy „dodatkowe czynniki”, na przykład, na ile daleko skład od najbliższego zbiornika wodnego, źródeł, szkół, roboczych pomieszczeni, domów mieszkalnych, rolniczych terenów użytkowych i tp. Również określamy ich dokładne współrzędne, żeby można było nanieść miejsca ich rozmieszczenia na mapę cyfrową”.

“Pestycydy — niezwykle toksyczne substancje. Czasami drastyczny trujący odor naokoło składu z nieprzydatnymi trującymi środkami chemicznymi odczuwalny jest za dziesiątki metrów. Nie zalecam blisko podchodzić do składów — to może wam zaszkodzić”, — instruktuje pan Sergiusz, przed momenten siadania do auta, które wyrusza na ziemię Jaworowską, gdzie będziemy przeprowadzać inwentaryzację. Dotąd nie raz słyszałam, niby zabronione i przeterminowane trujące środki chemiczne przechowują się w „nieprzystosowanych składach”. Jednak, kiedy zobaczyłam miejsca magazynowania nieprzydatnych trujących środków chemicznych na własne oczy, byłam mocno zszokowana. Od razu powstało pytanie: kto i kiedy odważył się nazwać to składami. Niech nawet „nieprzystosowanymi”. Trucizna leży w napółzniszczonych pomieszczeniach bez okien i drzwi, czasami nawet nie zsypana do worków — prosto kupą na zbutwiałej podłodze. Żrący odor pestycydów jest odczuwalny za dziesiątki metrów. Przecieka dach. Obok wypasają się krowy, rosną ziemniaki, kłosi się pszenica. „Chłopcy, zabierzcie, proszę, stąd tę truciznę, bo cuchnie”, — zwracają się do nas mieszkańcy Poriczczia, gdzie formalnie “skład”, a faktycznie — rudera bez okien i drzwi, gdzie zsypywano pestycydy, rozmieszczona na odległości 50 metrów od roboczego pomieszczenia. Od składu pestycydów do szkoły — najwięcej trzysta metrów. Tu czasami przychodzą bawić się dzieci. Wyjaśnić im niebezpieczeństwo takich zabaw, praktycznie, niemożliwie, przecież nawet dorośli nie zawsze rozumieją, z czym mają sprawę.

Wędrujemy od wsi do wsi, oglądamy „majątki”. I wszędzie nas spotykają takie same wybite okna i drzwi, też zburzone sufity, taki sam drastyczny fetor z nieznacznymi wariacjami — czasami „składy” są rozmieszczone prosto obok roboczych pomieszczeni czy ludzkich osiedleń, niekiedy — pośród pola, niekiedy drastyczny zapach trucizny miesza się z zapachem czeremchy, jodły... W ogóle z ponad dziesiątka składów, które nadążyliśmy obejrzeć, tylko jeden można było nazwać pewnym — pestycydy były poskładane do starego składu materiałów smarowniczych, a z wierzchu, żeby ograniczyć dostęp do trucizny, zalano betonem. W ogóle, wydaje się tylko takich radykalnych metod może być dość, żeby uciszyć “dzikość” wandali, którzy stale odwiedzają składy, rujnują ich i rozkradają tamtejsze “skarby” — truciznę, szkodząc tym nie tylko wszystkim naokoło, a, przede wszystkim sobie.

„Już nie wiem, co z tym można robić — w ciądu ostatnich trzech tygodni skład pestycydów “rozgromili” już powtórnie”, — narzeka dyrektor spółki z ograniczoną odpowiedzialnością “Peremoha 2” Nazar Fedi. Na jego bilansie — 1300 kg twardych i 200 kg płynnych nieprzydatnych trujących środków chemicznych. Nie dosyć tego, że beczka z płynnymi pestycydami zardzewiała, ituż-tuż 200 kg płynnych pestycydów mogą znaleźć się na podłodze, do składu stale ktoś wdziera się, rozbija okna i drzwi, czasami kradnie pestycydy... I to prawie na przejściu celnym „Lwów — Krakowiec”.

“Ludzka głupota nie ma granic, — opowiada dyrektor SA “Peremoha 2”. — Jakoś do składu wdarli się pijacy, którzy rodzoną matkę zdolni sprzedać za pół litra wódki. Oni sprzedali truciznę mieszkańcom tej samej wsi, powiedzieli, że to dobry środek na szkodników. W wyniku na polu wszystko wypaliło się. Naruszucieli tak i nie ukarano”.

Pan Nazar regularnie wydaje własne srodki, nerwy i wysiłki na to, żeby zrobić skład pestycydów, który pozostał jemu w dziedzictwo od kołchozu, mniej więcej bezpiecznym — własnoręcznie zabezpiecza deskami okna i drzwi. Jednak jego robotę znów i znów rujnują. Organy prawnej ochrony porządku nie zanadto aktywnie starają się pomóc złapać wandałów, jacy ryzykują swoim życiem, i narażają na niebezpieczeństwo innych.

Natalia HORBAN, "Ratusza"